sobota, 20 listopada 2021
W osiemdziesiąt miejsc dookoła aglomeracji - początek
niedziela, 14 listopada 2021
Moje małe, lokalne Mazury
sobota, 6 listopada 2021
U Matki Bolesnej
Nekropolia Matki Bolesnej - Mater Dolorosa - to chyba najbardziej znany z bytomskich cmentarzy. A na pewno najważniejszy. Ziemię pod jego założenie poświęcono w roku 1866 a dwa lata później dokonano tutaj pierwszych pochówków. Dwie dekady później powstał drugi cmentarz, kawałek dalej, Mater Dolorosa II. Ich budowa była konieczna gdyż na starym, pochodzącym jeszcze z XVII wieku cmentarzu należącym do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (gotycki kościół na bytomskim rynku) ulokowanym poza miejskimi murami (na Piekarskim Przedmieściu) zaczęło po prostu brakować miejsca. Poza tym szybki rozwój miasta wymusił jego likwidację, jako że zaczął przeszkadzać właścicielom i mieszkańcom nowych kamienic sąsiadujących bezpośrednio z nekropolią. W miejscu starego cmentarza stoi dziś kościół parafii Świętej Trójcy, do której należą obydwa cmentarze Mater Dolorosa.
Co zaś do historii i "pięknej epoki", bo one są w tym wpisie najważniejsze - to tutaj, przy ulicy Piekarskiej, snem wiecznym śpią najważniejsi dla Bytomia ludzie: pierwszy polski prezydent miasta Piotr Miętkiewicz (włada w latach 1945 - 48),działacz społeczny i katolicki ksiądz Józef Szafranek, Ernst Oderski wypiekający pierwsze w mieście słodycze dla cukrzyków czy Paul Jackisch, znany bytomski architekt... i wielu innych zasłużonych obywateli miasta, tak Polaków jak i Niemców. Bo Bytom był, o czym się często zapomina, miastem wielu kultur i wielu narodowości, żyli tutaj obok siebie i razem ze sobą Polacy, Niemcy i Żydzi, którzy swój kirkut mają zaraz na przeciwko, po drugiej stronie ulicy Piekarskiej. Żyli, co ważne, w zgodzie i razem budowali świetność miasta. Dopiero śmieszny facet z idiotycznym wąsikiem zniszczył to, co było siłą tej ziemi, ale to już całkiem inna, tragiczna opowieść.
piątek, 29 października 2021
Tu narodził się Bytom
Takie myślenie to gorzej niż zbrodnia - to błąd! Wzgórze to jest grodziskiem, to tutaj w XI wieku książę Bolesław zwany Chrobrym miał według podania zbudować gród, od którego początek wzięło późniejsze miasto. Wiek później - to już nie podanie a fakt historyczny - znalazła tu swoją siedzibę kasztelania przy której rozwinął się ważny ośrodek handlowy. Proszę zatem o ciszę bo, było nie było, jesteśmy na porodówce. I to nie byle jakiej, nie urodzili się tutaj przecież pojedynczy ludzie ale całe miasto. Należy się w związku z tym temu miejscu porządna dawka szacunku.
Na terenie kasztelanii, która istniała w tym miejscu do XIV wieku, książę Bolesław Kędzierzawy ufundował pierwszy kościół pod wezwaniem świętej Małgorzaty. Była to budowla kamienna, w stylu romańskim zbudowana na planie prostokąta. Wiemy (mniej więcej) jak wyglądał dzięki tympanonowi Jaksy znajdującemu się we Wrocławiu, na którym bytomski kościół został umieszczony. Niestety pierwotna budowla nie przetrwała długo - została prawdopodobnie zniszczona wraz z grodem przez husytów w roku 1430. W 1598 roku, czego dowiadujemy się z dokumentów wizytacyjnych biskupa krakowskiego Jerzego Radziwiłła, kościół na "Małgorzatce" był drewniany i w dość opłakanym stanie. W 1660-tym roku został on włączony do bytomskiej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i odrestaurowany przez jej proboszcza księdza Józefa Nikowskiego i przetrwał do drugiej połowy XIX wieku kiedy został rozebrany. Na jego miejscu z inicjatywy ks. Norberta Bończyka i ze składek mieszkających w Bytomiu Polaków mistrz murarski Jan Kowolik zaprojektował i zbudował istniejący do dziś kościół w stylu neogotyckim. Przy kościele osiedli księża misjonarze Werbiści, którzy opiekują się parafią do tej pory - adres ich strony internetowej to: www.bytom.werbisci.pl.
piątek, 22 października 2021
Krzyże, krzyże, krzyże...
niedziela, 17 października 2021
Krakowskie impresje
wtorek, 12 października 2021
Złota nasza polska kochana...
niedziela, 10 października 2021
Piwo ze szczenięcych lat
A potem przyszła dojrzałość i człowiek zaczął wymagać. Karimata na glebie przestała wystarczać a minimum stał się hotel z knajpą, dostępem do internetu i dobrze zaopatrzonym barkiem. I fotogenicznymi miejscami żeby można się było pochwalić wyjazdem przed znajomymi podczas idiotycznych, pourlopowych zawodów o puchar największego frajera, który najbardziej bezsensu wydał kupę szmalu. W ten sposób - jeżeli optymistycznie założę, że dociągnę setki - zmarnowałem pół życia nie wynosząc z tych "wypraw" żadnej wartości dodanej. Kolejny bar, jeszcze jeden hotelowy basen, następna rewia mody na kurortowej promenadzie sprawiły jedynie, że stałem się zblazowanym, zgorzkniałym jełopem wypalonym od środka. W robocie każdy dzień był taki sam a potem, na urlopie, dokładnie tak samo - dzień podobny do dnia, żadnych zaskoczeń czy zachwytów, niczego nowego. Zmarnowane życie podzielone na czas zarabiania (dłuższy) i czas wydawania (znacznie krótszy). Miałem dość ale nie umiałem niczego zmienić nie nie bardzo wiedziałem czego chcę, przecież wszyscy otaczający mnie ludzie żyli w ten sposób! Zacząłem myśleć, że coś ze mną jest nie tak i zastanawiać się nad wizytą u terapeuty. To też modne się zrobiło ostatnimi czasy.
Wszystko zmienił przypadek. Wizytując sklep należący do popularnej sieci franczyzowej zobaczyłem w lodówce piwo, które piliśmy na naszych studenckich wyprawach. Potem zniknęło, browar przestał go warzyć a jakiś czas temu pojawiło się na powrót. Przez łeb przeleciała mi szybka retrospekcja, nabyłem drogą kupna czteropak i poszedłem sobie do lasu przypomnieć sobie prawdziwe życie. Znaczy podjechałem, pociągiem, kilka stacji od mojego miasta. I powiem Wam (albo raczej Wam napiszę), że tego dnia - a była to sobota - wszystko się zmieniło. Poczułem się na powrót jak gówniarz, który żyje chwilą i nie przejmuje się tym co ludzie powiedzą. Bo ludzie bez pudła powiedzą głupio, zawsze się do czegoś przyczepią i zawsze znajdzie się jakiś buc, który będzie musiał skrytykować albo rozboli go ze złości dupa. I trzy mu w cztery, niech boli jeżeli woli być starym pierdołą to jest jego prywatny problem. A ja sobie o ćwierć wieku odmłodniałem i jest mi z tym strasznie dobrze, cała dojrzałość poszła się gonić. I myślę sobie, że tak już zostanie, polski las na propsie a te wszystkie olinkluziwy w Egipcie, na Maderze czy innej Majorce niech się pędzą gonić. Zwłaszcza, że teraz można sobie na pełnym legalu nocować pod namiotem na terenie Lasów Państwowych i nie martwić się, że wpadnie wkurzony leśniczy i wywali na zbity pysk jak Niemców z partyzantami.
A, ten tekst nie jest sponsorowany, od producenta piwa z obrazka nie dostałem ani grosza. A sam napój ma wartość jedynie sentymentalną bo jest, przykro mi, ohydny. Nie kupujcie. No chyba, że chcecie sobie przeorać podniebienie płynnym papierem ściernym by jeszcze bardziej spotęgować wrażenia z podróży w czasie do szczenięcych czasów. Zastanawiam się czy dwadzieścia z hakiem lat temu był lepszy czy to ja miałem wybredność na poziomie oscylującym w okolicach zera? Nie wiem i raczej nie dojdę, czy to zresztą jest ważne? Grunt, że dzięki przypadkowi i temu piwu zrozumiałem, czego w życiu mi brakowało i co powinienem zmienić by nie rozpierniczyć go sobie do końca. I że założyłem tego bloga, którego pewnie nikt nie będzie czytał ale to nic, bo on ma być dla mnie. A jak trafi się ktoś, kto jednak przeleci wzrokiem te nastawiane chaotycznie literki i coś z nich wyciągnie to bardzo dobrze.
No to na razie. Bye!
-
Polska, nasza Ojczyzna, jest jak to zdjęcie po lewej - odrapana, potłuczona, poobijana. Wciąż nie mogąca się doczekać solidnego remontu. Ale...
-
Tak, wiem, wycieczka na cmentarz to nie jest to o czym ludzie marzą. Ale ten akurat jest jednym z ważniejszych miejsc na mapie Bytomia, tu s...
-
Dziś przeniesiemy się ze śląskiej wsi sprzed przemysłowej rewolucji jaka dokonała się w tym regionie wprost do centrum wielkiego miasta, pom...