Jan Macha, jeszcze wtenczas nie ksiądz, urodził się osiemnastego stycznia 1914 roku w Chorzowie Starym. Data wymowna, pół roku później wybuchła pierwsza wojna światowa, potem śląskie powstania, zorganizowano plebiscyty i Chorzów wraz z wielką częścią Śląska po wielu wiekach znalazł się w granicach Polski. Gdybym był fatalistą to uznałbym, że moment urodzenia zdeterminował całe jego życie. Był pierwszym dzieckiem ślusarza zatrudnionego w Hucie Królewskiej, miał pięcioro rodzeństwa, jedna z jego sióstr zmarła w dzieciństwie, drugą siostrę zmarłą przy porodzie, dwie siostry i brata. Ukończył Państwowe Gimnazjum Klasyczne im. Odrowążów (dzisiejsze liceum nr. 1 im. Juliusza Słowackiego zwane potocznie "Słowakiem"). Grał w piłkę ręczną w klubie Azoty Chorzów zdobywając tytuł wicemistrza Polski w roku 1933. Tuż po maturze aplikował do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie (tak, śląskie seminarium wówczas w królewskim mieście miało swoją siedzibę) ale z powodu braku miejsc nie został przyjęty. Podjął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, które przerwał przenosząc się na wydział teologiczny tejże Jagiellonki. Święcenia kapłańskie przyjął, znowu symboliczna data, 25 czerwca 1939 roku z rąk biskupa Stanisława Adamskiego w kościele katedralnym śww. Piotra i Pawła przy ulicy Mikołowskiej w Katowicach (miejsce też symboliczne, kawałek dalej został zgilotynowany przez Niemców). Jego życie zamknęło się klamrą na dwudziestoleciu międzywojennym, na czasie wolnej Polski i nadziei, jaką ta Polska w ludziach wzbudziła. Można powiedzieć wprost, że ksiądz Jan jest tej nadziei symbolem.
niedziela, 5 grudnia 2021
Pogrzebu mieć nie mogę...
środa, 10 listopada 2021
Niepodległa
sobota, 6 listopada 2021
U Matki Bolesnej
Nekropolia Matki Bolesnej - Mater Dolorosa - to chyba najbardziej znany z bytomskich cmentarzy. A na pewno najważniejszy. Ziemię pod jego założenie poświęcono w roku 1866 a dwa lata później dokonano tutaj pierwszych pochówków. Dwie dekady później powstał drugi cmentarz, kawałek dalej, Mater Dolorosa II. Ich budowa była konieczna gdyż na starym, pochodzącym jeszcze z XVII wieku cmentarzu należącym do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (gotycki kościół na bytomskim rynku) ulokowanym poza miejskimi murami (na Piekarskim Przedmieściu) zaczęło po prostu brakować miejsca. Poza tym szybki rozwój miasta wymusił jego likwidację, jako że zaczął przeszkadzać właścicielom i mieszkańcom nowych kamienic sąsiadujących bezpośrednio z nekropolią. W miejscu starego cmentarza stoi dziś kościół parafii Świętej Trójcy, do której należą obydwa cmentarze Mater Dolorosa.
Co zaś do historii i "pięknej epoki", bo one są w tym wpisie najważniejsze - to tutaj, przy ulicy Piekarskiej, snem wiecznym śpią najważniejsi dla Bytomia ludzie: pierwszy polski prezydent miasta Piotr Miętkiewicz (włada w latach 1945 - 48),działacz społeczny i katolicki ksiądz Józef Szafranek, Ernst Oderski wypiekający pierwsze w mieście słodycze dla cukrzyków czy Paul Jackisch, znany bytomski architekt... i wielu innych zasłużonych obywateli miasta, tak Polaków jak i Niemców. Bo Bytom był, o czym się często zapomina, miastem wielu kultur i wielu narodowości, żyli tutaj obok siebie i razem ze sobą Polacy, Niemcy i Żydzi, którzy swój kirkut mają zaraz na przeciwko, po drugiej stronie ulicy Piekarskiej. Żyli, co ważne, w zgodzie i razem budowali świetność miasta. Dopiero śmieszny facet z idiotycznym wąsikiem zniszczył to, co było siłą tej ziemi, ale to już całkiem inna, tragiczna opowieść.
piątek, 29 października 2021
Tu narodził się Bytom
Takie myślenie to gorzej niż zbrodnia - to błąd! Wzgórze to jest grodziskiem, to tutaj w XI wieku książę Bolesław zwany Chrobrym miał według podania zbudować gród, od którego początek wzięło późniejsze miasto. Wiek później - to już nie podanie a fakt historyczny - znalazła tu swoją siedzibę kasztelania przy której rozwinął się ważny ośrodek handlowy. Proszę zatem o ciszę bo, było nie było, jesteśmy na porodówce. I to nie byle jakiej, nie urodzili się tutaj przecież pojedynczy ludzie ale całe miasto. Należy się w związku z tym temu miejscu porządna dawka szacunku.
Na terenie kasztelanii, która istniała w tym miejscu do XIV wieku, książę Bolesław Kędzierzawy ufundował pierwszy kościół pod wezwaniem świętej Małgorzaty. Była to budowla kamienna, w stylu romańskim zbudowana na planie prostokąta. Wiemy (mniej więcej) jak wyglądał dzięki tympanonowi Jaksy znajdującemu się we Wrocławiu, na którym bytomski kościół został umieszczony. Niestety pierwotna budowla nie przetrwała długo - została prawdopodobnie zniszczona wraz z grodem przez husytów w roku 1430. W 1598 roku, czego dowiadujemy się z dokumentów wizytacyjnych biskupa krakowskiego Jerzego Radziwiłła, kościół na "Małgorzatce" był drewniany i w dość opłakanym stanie. W 1660-tym roku został on włączony do bytomskiej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i odrestaurowany przez jej proboszcza księdza Józefa Nikowskiego i przetrwał do drugiej połowy XIX wieku kiedy został rozebrany. Na jego miejscu z inicjatywy ks. Norberta Bończyka i ze składek mieszkających w Bytomiu Polaków mistrz murarski Jan Kowolik zaprojektował i zbudował istniejący do dziś kościół w stylu neogotyckim. Przy kościele osiedli księża misjonarze Werbiści, którzy opiekują się parafią do tej pory - adres ich strony internetowej to: www.bytom.werbisci.pl.
piątek, 22 października 2021
Krzyże, krzyże, krzyże...
niedziela, 17 października 2021
Krakowskie impresje
czwartek, 14 października 2021
Trochę rozrzewnionych wspomnień...
Mieszkałem wtenczas, do dzisiaj zresztą mieszkam, na Śląsku, pośród hut i kopalń. Kiedy, po wspomnianej niedzieli, Tato pewnego dnia nie wrócił z pracy o zwykłej porze Mama tłumaczyła mi, że musiał zostać dłużej bo wystąpiła jakaś awaria. Była przy tym dziwnie zdenerwowana ale wtedy niczego nie podejrzewałem, zdarzało mu się to od czasu do czasu, pracował w hucie jako elektryk i awarie wchodziły w zakres jego obowiązków. Dziś wiem, że brał udział w strajku, a że było to już po pacyfikacji kopalni "Wujek" (na zdjęciu) to mamine zdenerwowanie już mnie nie dziwi. Wszystko skończyło się na szczęście dobrze, dwa (a może trzy?) dni później Tata wrócił do domu a ja okres smuty jaką była bez wątpienia wojna polsko - jaruzelska przetrwałem bez jakichś większych wstrząsów. Chodziłem do szkoły podstawowej "ucząc się pilnie przez całe ranki z komunistycznej, pierwszej czytanki" a potem do średniej, gdzie zastał mnie upadek komuny (na cztery łapy).
A potem trzeba było wziąć życie za bary i pójść do roboty. Łatwo nie było. W ramach "uzdrawiania gospodarki" większość starych przedsiębiorstw padła a nowe jeszcze nie powstały. Parałem się różnych robót: sprzątałem śmietniki, myłem klatki schodowe, rozdawałem ulotki, projektowałem reklamy i je wieszałem, handlowałem na targowisku kosmetykami, sprzedawałem znicze pod cmentarzem... Nie wstydzę się żadnej z nich (dziś, wtedy niektóre powodowały... hmm... dyskomfort i strach, że kumple zobaczą), wszystkie były uczciwe a ja mogłem być, o tyle o ile, niezależny i samowystarczalny. Choć było biednie i trochę zazdrość mną szarpała kiedy patrzyłem na dobrze ustawionych znajomków. Pamiętam nawet, że miałem lekkie pretensje do moich świętej pamięci Rodziców o to, że nie byli partyjnymi karierowiczami, że nie ustawili się na "pool position" na starcie do nowej, kapitalistycznej rzeczywistości. Szybko mi na szczęście przeszło a dziś jestem z nich cholernie dumny - byli najwspanialszymi ludźmi jakich znałem, najuczciwszymi pod słońcem, o gigantycznych sercach i równie gigantycznej mądrości. Bardzo mi ich dzisiaj brakuje, straszliwie za nimi tęsknię i czuję wielką pustkę nie mogąc się ich poradzić, wygadać przed nimi czy zwyczajnie posiedzieć i pomilczeć wspólnie.
Potem było różnie. Zaoczne studia, lepsza robota, wyższe zarobki i nagle markowe ciuchy, imprezy w dobrych knajpach, urlop w modnym miejscu stały się sensem życia. Stałem się korposzczurem coraz bardziej pustym w środku, coraz mniej ludzkim, starającym się upodobnić do tych wszystkich "ludzi sukcesu" patrzących na świat z góry pogardliwym wzrokiem przejedzonego smoka, który zaraz puści pawia od nadmiaru ale natura każe mu żreć dalej. I żarłem dalej aż w końcu organizm nie wytrzymał i się porzygałem. Psychicznie. Napisałem o tym parę słów w pierwszym wpisie ("Piwo ze szczenięcych lat"), nie będę się zatem powtarzał. W każdym razie życie przestało mi smakować jak człowiekowi, który zatruł się swoimi ulubionymi śledziami po japońsku i przez długi czas nie mógł na nie patrzeć o cieszeniu się ich smakiem nie wspominając. To był paskudny czas i tylko dzięki temu, że bałem się sprawić zawód Rodzicom udało mi się go przetrwać.
Nie piszę tych słów by się żalić czy wzbudzić czyjeś współczucie, mam to już za sobą i znowu cieszę się jak dziecko każdą chwilą. Trzasnąłem papierami w korporacji, robię to co lubię i mimo mniejszych pieniędzy czuję wreszcie, że żyję. Chłonę wschody słońca, wcinam na śniadanie bułkę z kefirem, włóczę się po bezdrożach i mam w głębokim poważaniu projekty, plany, deadline'y, dress code'y i te wszystkie wynalazki służące tylko temu, by przerobić człowieka na niewolnika, który ze swojego niewolnictwa czyni atut i clue swojego życiowego programu. No i rzecz najważniejsza - wtedy miałem znajomych, z którymi wypadało się pokazywać w dobrych knajpach na imprezach a dziś mam przyjaciół, z którymi CHCĘ chodzić gdziekolwiek. A oni CHCĄ chodzić w to samo gdziekolwiek ze mną. I za to chcenie chciałem im z tego miejsca gorąco podziękować - nigdy się Wam nie zdołam odwdzięczyć za dobro, które od Was otrzymałem. Chciałem też podziękować moim Rodzicom - wiem, że to czytają, przecież w Niebie też jest internet - i poprosić ich, żeby na mnie poczekali. Nie spieszę się, ale przecież w wieczności te kilkadziesiąt lat jakie, mam nadzieję, powłóczę się jeszcze po ziemi to nie jest jakiś problem, prawda?
-
Wzgórze Małgorzatka. Niepozorne, z małym neogotyckim kościółkiem i cmentarzem. Miejsce bardzo urokliwe, zaciszne i klimatyczne ale... dla tu...
-
Polska, nasza Ojczyzna, jest jak to zdjęcie po lewej - odrapana, potłuczona, poobijana. Wciąż nie mogąca się doczekać solidnego remontu. Ale...
-
Tak, wiem, wycieczka na cmentarz to nie jest to o czym ludzie marzą. Ale ten akurat jest jednym z ważniejszych miejsc na mapie Bytomia, tu s...